Ghee wygląda jak zwykłe masło po kursie medytacji: złote, klarowne, spokojne. To masło klarowane — odparowane z wody i odcedzone z białek mleka — które w kuchni indyjskiej jest fundamentem, a u nas robi karierę na fali diet keto i paleo. Sprawdziliśmy słoiki z polskich półek.
Po co komu masło bez „masła”
Trzy powody są konkretne. Pierwszy: punkt dymienia około 250°C — na ghee można smażyć naprawdę mocno, gdzie zwykłe masło dawno by się spaliło. Drugi: brak laktozy i kazeiny, więc osoby z nietolerancją mogą wrócić do maślanego smaku. Trzeci: trwałość — słoik stoi miesiącami poza lodówką i nic mu nie jest.
Punkt dymienia tłuszczów (°C)
Opracowanie: CandyPandas.pl
Sklepowe czy domowe
Słoiki ghee znajdziecie w Auchan, Carrefourze i sklepach bio za 25-45 zł/400 g; w Lidlu pojawia się rotacyjnie podczas tygodni kuchni świata za 19-25 zł. Ale tu mała prowokacja: ghee robi się w domu z kostki masła w 20 minut. Roztapiamy na małym ogniu, czekamy aż piana opadnie a białka zbrązowieją na dnie, przelewamy przez gazę — gotowe, za jedną trzecią ceny.
Smak
Dobre ghee pachnie orzechowo, lekko karmelowo — to zasługa przysmażonych białek mleka. Jajecznica na ghee smakuje jak jajecznica premium, warzywa z patelni dostają głębię. Sklepowe słoiki bio wypadają równie dobrze jak domowe; tanie ghee z importu bywa bez wyrazu.
Jedna uwaga praktyczna
Ghee w chłodnej kuchni tężeje na krem, latem bywa płynne — to normalne i nie świadczy o zepsuciu. Nabierajcie suchą łyżką, a słoik dotrwa do dna w idealnej formie.
Werdykt
Ghee — 4/6 jako produkt ze słoika (cena!), 5/6 jako patent domowy. To wciąż tłuszcz o kaloriach tłuszczu, żadna magia zdrowotna. Ale do mocnego smażenia i dla nietolerujących laktozy — najlepsze „masło”, jakie istnieje.