Dehydrator to sprzęt sezonowego pożądania: wraca co roku razem z grzybami i taniością jabłek. Zanim jednak 200-400 zł opuści portfel, warto policzyć — bo suszyć umie też piekarnik, który już macie.
Co właściwie robi suszarka
Ciepłe powietrze (35-70°C) plus cyrkulacja przez piętrowe sita: woda odchodzi, smak i wartości zostają skoncentrowane. Jabłka zmieniają się w chipsy, pomidory w słodkie „suszone”, grzyby w zimowy zapas, a mięso — w domowe jerky za ułamek ceny sklepowego. Do tego zioła, skórki cytrusów, pastylki z przecierów i przekąski dla psa z jednego składnika.
Suszenie w liczbach
Opracowanie: CandyPandas.pl
Dehydrator kontra piekarnik
Piekarnik z termoobiegiem na 50-70°C z uchyloną klapą wysuszy wszystko to samo — i tu leży cała decyzja. Różnice: suszarka ma niższe, stabilne temperatury (lepsze dla ziół i „żywej” jakości), zużywa 3-5 razy mniej prądu (250-500 W wobec 1500-2500 W piekarnika), pracuje cicho przez noc i nie blokuje piekarnika na 8 godzin. Piekarnik wygrywa jednym: już za niego zapłaciliście.
Rachunek zwrotu
Sezonowa matematyka: kilogram suszonych pomidorów w sklepie to 60-90 zł, własnych z 5 kg świeżych sierpniowych — około 15 zł plus prąd. Torebka chipsów jabłkowych: 8-12 zł w sklepie, w domu — cena dwóch jabłek. Przy 2-3 suszeniach tygodniowo w sezonie urządzenie zwraca się w rok-dwa; przy dwóch suszeniach rocznie — nigdy, i to też jest uczciwa odpowiedź.
Na co patrzeć przy zakupie
Regulacja temperatury (nie tylko włącz/wyłącz), timer, poziome sita bez „komina” pośrodku (równiejsze suszenie), łatwość mycia sit. Średnica ma znaczenie: małe 25-centymetrowe sita frustrują przy grzybowym urodzaju.
Werdykt
Grzybiarz, działkowiec, rodzic karmiący dzieci chipsami owocowymi — kupujcie, zwrot przyjdzie. Cała reszta: przetestujcie hobby piekarnikiem przez jeden sezon. Dehydratory nie znikną, a szafka z nieużywanym AGD i tak już pełna.