Na każdej etykiecie cenowej są dwie liczby: duża, którą widzi każdy, i mała — cena za kilogram lub litr — którą widzą nieliczni. Ta mała jest jedyną, która pozwala porównywać cokolwiek z czymkolwiek. I właśnie dlatego bywa drukowana czcionką dla mrówek.
Do czego służy jednostkowa
Ser w plastrach 150 g za 6,99 czy blok 400 g za 15,49? Płatki 350 g za 9,99 czy 600 g za 15,99? Bez przeliczenia to zgadywanka; z przeliczeniem — arytmetyka (46,60 vs 38,73 zł/kg; 28,54 vs 26,65 zł/kg). Cena jednostkowa sprowadza wszystkie formaty, marki i „wygodne opakowania” do wspólnego mianownika. Prawo wymaga jej podawania — sklepy wymóg spełniają, entuzjazmu nie dokładają.
Mała cyfra w akcji
Opracowanie: CandyPandas.pl
Downsizing: inflacja w przebraniu
Czekolada 100 g została „stugramową” tylko z nazwy: 90 g, potem 80 g. Masło 200 g zamiast 250 g, sok 900 ml udający litr, majonez 400 ml w słoiku o sylwetce 500-tki. Cena na półce stoi w miejscu — cena za kilogram rośnie po cichu. Jedyny detektor downsizingu to właśnie jednostkowa: śledzicie ją, a nie „cenę produktu”, i żadna dieta opakowań was nie zaskoczy.
Pułapki promocyjne
„Druga sztuka -50%” daje realnie -25% na całość — jednostkowa pokaże, czy to wciąż drożej niż marka obok. Multipak „6 × 90 g w cenie!” bywa droższy za kilogram niż pojedyncze opakowania 200 g. Wielka wanna majonezu nie zawsze bije słoik — format XXL to sugestia oszczędności, nie jej gwarancja. Zasada: promocyjny kolor etykiety to zaproszenie do sprawdzenia, nie dowód.
Nawyk na 5 sekund
Przy produktach kupowanych stale — ser, masło, kawa, płatki, chemia — zapamiętajcie swój „kurs odniesienia” (np. dobra kawa ziarnista: 60-80 zł/kg). Od tej chwili każda promocja weryfikuje się jednym spojrzeniem w małą cyfrę. Pięć sekund przy półce, kilkadziesiąt złotych miesięcznie w kieszeni.
Werdykt
Duża cena to marketing, mała — matematyka. Kupujcie po małej.