Napis „protein” trafił już chyba na wszystko — przyszła kolej na chipsy. Paczki z deklaracją 20-40% białka leżą w strefach fit Biedronki, na półkach Lidla i w każdym sklepie z suplementami. Zjedliśmy ich w redakcji nieprzyzwoicie dużo. Oto raport.
Co jest w środku
Zamiast ziemniaków — baza z izolatu sojowego, grochu lub serwatki, do tego skrobia i przyprawy. Pieczone, nie smażone, więc tłuszczu faktycznie mniej niż w klasykach. Ale uwaga na porcje: paczki mają zwykle 30-50 g, nie 150 g. Tabelka „na porcję” wygląda pięknie, dopóki nie przeliczysz jej na sto gramów.
Paczka chipsów proteinowych (40 g) w liczbach
Opracowanie: CandyPandas.pl
Test smaku
Będziemy szczerzy: to nie są chipsy ziemniaczane i udawanie, że różnicy nie ma, byłoby ściemą. Tekstura jest lżejsza, bardziej „dmuchana”, jak chrupki. Najlepiej wypadają smaki mocno przyprawione — paprykowe i BBQ maskują sojową bazę skutecznie. Serowe i śmietankowe bywają sztuczne. Po dwóch-trzech paczkach człowiek się przyzwyczaja i klasyki zaczynają wydawać się tłuste — mechanizm znany z każdej fit-kategorii.
Rachunek
I tu boli: 6,99-12,99 zł za paczkę 40 g to w przeliczeniu 175-320 zł za kilogram. Za gram białka wychodzi drożej niż w batonie proteinowym. Kupujemy więc nie białko, tylko rytuał chrupania bez wyrzutów — i uczciwie trzeba to tak nazwać.
Dla kogo to działa
Najlepszy scenariusz: redukcja plus silny nawyk wieczornego chrupania — wtedy podmiana paczki realnie ratuje bilans dnia. Kto sięga po chipsy raz na miesiąc przy filmie, niech zostanie przy klasykach i zwyczajnie wliczy je w dzień.
Werdykt
Chipsy proteinowe — 3/6. Działają w jednej roli: wieczorny seans, ręka sama szuka paczki, a ta ma 180 kcal i 15 g białka zamiast 550 kcal pustych węgli. Jako źródło białka — nieopłacalne. Jako zamiennik nawyku — całkiem sprytne.