Poniedziałek o 7:45 to najgorszy moment na planowanie tygodnia — a właśnie wtedy większość z nas go planuje, w biegu, między kawą a pierwszym mailem. Alternatywa nazywa się niedzielnym przeglądem: 45 minut, kartka, kalendarz i herbata. Bez arkuszy, bez metodyk z trzyliterowymi skrótami.
Część 1: domknięcie starego tygodnia (10 minut)
Szybki przegląd mijającego tygodnia: co zostało niedokończone i albo przechodzi dalej, albo — uwaga, to ważne — zostaje świadomie skreślone. Lista rzeczy „kiedyś” ciągnięta tygodniami waży więcej niż się wydaje. Skreślenie to też decyzja, często najlepsza z możliwych.
Część 2: mapa nadchodzącego (20 minut)
Otwórzcie kalendarz i zderzcie go z rzeczywistością: terminy, spotkania, sprawy rodzinne, wieczory zajęte i wolne. Potem trzy priorytety tygodnia — nie piętnaście, trzy: rzeczy, które zrobione sprawią, że tydzień będzie policzony jako dobry. Każdemu priorytetowi przypiszcie konkretny dzień i porę, bo priorytet bez terminu to życzenie. Na koniec logistyka domowa: obiady na 4-5 dni (dokładność co do dnia zbędna — wystarczy pula pomysłów i jedna lista zakupów) plus sprawy typu pralnia, apteka, przegląd auta, wpisane tam, gdzie i tak będziecie przejeżdżać.
Niedzielny przegląd — anatomia
Opracowanie: CandyPandas.pl
Część 3: bufor i przyjemności (10 minut)
Dwa elementy, o których planowanie zwykle zapomina. Bufor: jeden wieczór w tygodniu zostaje pusty z premedytacją — na poślizgi, zmęczenie i sprawy, które przyjdą same (przyjdą na pewno). I przyjemności planowane jak spotkania: kino, basen, kolacja z kimś — wpisane do kalendarza mają szansę zaistnieć; „jak znajdę czas” nie ma jej nigdy.
Dlaczego to działa
Nie chodzi o produktywność w korporacyjnym sensie — chodzi o zdjęcie z głowy dyżuru pamiętania. Tydzień zaplanowany w niedzielę uwalnia poniedziałkowy poranek, a decyzje podjęte na spokojnie są po prostu lepsze od podejmowanych w biegu. Kartka na lodówce robi resztę.
Werdykt
45 minut z herbatą kontra tydzień gaszenia pożarów — rzadko która inwestycja ma taki kurs wymiany. Pierwsza niedziela wystarczy, żeby poczuć różnicę w środę.